Różnice w stawkach ubezpieczenia OC dla tego samego auta i kierowcy sięgają nawet 7,5-krotności w zależności od pośrednika, od którego chce kupić polisę; czy w salonie dealerskim, u agenta czy może przez telefon. Największe różnice cen polis dotyczą młodych kierowców, z dużych miast – informuje „Gazeta Prawna”(Nr z 07.10.2008 r.). Zdaniem dziennika dla młodego wiekiem kierowcy optymalnym rozwiązaniem jest zakup polisy w salonie dealerskim; wszystkie inne opcje będą znacznie droższe. Z kolei starsi, bardziej doświadczeni kierowcy mają większe możliwości wyboru. Ta grupa osób może zyskać oszczędności nawet rzędu kilkuset złotych, szukając oferty u zwykłego agenta albo ubezpieczając auto przez telefon i internet. Gazeta przypomina, że czasem dealerzy oferują tanie ubezpieczenie jako alternatywny bonus i zamiast niego można wybrać radio czy opcję promocyjnego kredytowania. W opinii „GP” , źródłem tych różnic jest odmienny sposób liczenia stawek. Zwłaszcza w salonach dealerskich przy kalkulacji składki generalnie wciąż używa się mniej zmiennych, nie zawsze uwzględniając np. zwyżki za wiek. „Gazeta Prawna” podkreśla, że wiele wskazuje na zbliżający się koniec takiego sposobu wyliczania składek, przez co młodzi kierowcy będą musieli płacić wysokie stawki nawet w salonach. Według Sławomira Czarneckiego, dyrektora ds. programów dealerskich w spółce Generali AutoProgram, w ostatnich dwóch latach system taryfikacji pakietów dealerskich zmienił się dość radykalnie. Sławomir Czarnecki mówi, że dzięki większym możliwościom aplikacji informatycznych coraz częściej stosowane są nieco bardziej wyrafinowane techniki oceny ryzyka i pakiety dealerskie konstruowane z uwzględnieniem szkodowości danej marki i modelu pojazdu, a także szkodowości klienta danego salonu dealerskiego (dawniej cena ubezpieczenia pakietowego była uzależniona od marki pojazdu i miejsca zamieszkania klienta). Czarnecki zwraca również uwagę, że istotne znaczenie ma także sposób użytkowania samochodu oraz miejsce zamieszkania ubezpieczonego.
Będzie odpływ kapitałów dzięki Solvency II ?
Zgodnie z dyrektywą Solvency II, kontrola nad międzynarodowymi grupami finansowymi zostanie oddana tym krajom, w których mają one swoją główną siedzibę. Oznacza to m.in. to, że spółki-córki działające w Polsce będą musiały pomagać w ratowaniu spółek - matek w razie poważniejszych kryzysów – alarmuje „Gazeta Wyborcza” (Nr z 06.10.2008 r.). A sytuacja ta może dotyczyć połowy rynku ubezpieczeniowego w Polsce – pisze dziennik. W opinii Adama Płocińskiego z Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), że decyzję o przyjęciu Solvency II powinno się odłożyć z powodu kryzysu finansowego do chwili ustabilizowania się sytuacji. Tymczasem największe państwa Unii właśnie obecnie przyspieszyły prace nad zmianami w nadzorze – pisze dziennik. Proponowane przez KE zmiany w nadzorze ubezpieczeniowym zamierza zablokować 12 krajów UE, w tym Polska.
Albowiem jest to zasadnicza sprawa dla Polski, ponieważ w chwili, kiedy spółki matki będą miały pełną władzę, może dochodzić do dowolnego przepływu zysków.
Dane osobowe na sprzedaż? Normalka
Z instytucji finansowych lawinowo wyciekają poufne dane. Wynoszone są one na płytach CD albo zgrywane na przenośne dyski przez agentów ubezpieczeniowych, bankierów, pracowników firm telekomunikacyjnych. Ponadto, okazuje się, że zupełnie normalną sytuacją jest to, że informacje o klientach wykradzione z firmy finansowej trafiają do dziesiątek innych przedsiębiorstw, zwłaszcza tych handlowych, które płacą gotówką za dane personalne – podaje „Polska” (Nr z 06.10.2008 r.), informując że dziennikarzowi "Polski" bez problemu udało się kupić za 4 tys. zł bazę z informacjami o danych osobowych klientów Commercial Union. Także bardzo szybko znalazł on na te dane kupca.
Maciej Łazęcki, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pośredników Ubezpieczeniowych i Finansowych powiedział dziennikowi, że nigdy nie udało mu się nikogo złapać na gorącym uczynku, ale spotykał się z sytuacją, że do jego klienta przychodził agent z ofertą konkurencyjnej firmy. Co – w jego opinii – dowodzi, że dane jego klientów zostały wykradzione i sprzedane.
W pierwszej połowie 2008 r. policja stwierdziła już 96 przestępstw przeciwko ustawie o ochronie danych osobowych. Zdaniem Michała Serzyckiego, generalnego inspektora ochrony danych osobowych to tylko ułamek wszystkich spraw. Zjawisko to jest bowiem nadal niezbadane, dlatego ciężko określić jego skalę.
Chcą wyjść z inwestycji na rynku ubezpieczeniowym
Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) prowadzi obecnie pięć postępowań, zainicjowanych zawiadomieniami towarzystw o zamiarze nabycia akcji zakładów ubezpieczeń. Trzy z nich dotyczą natomiast najprawdopodobniej spółek majątkowych. W czterech z nich chodzi najprawdopodobniej o zgodę KNF na przekroczenie progu 50 proc. na WZA – donosi „Parkiet” (Nr z 04.10.2008r.) I tak, według gazety, Fundusz Składkowy Ubezpieczenia Społecznego Rolników chce wyjść z inwestycji w TUW TUW, gdzie obecnie posiada 42,3 proc. udziałów). Prawdopodobnie także KGHM chce pozbyć się udziałów w TUW Cuprum. Jednak biuro prasowe KGHM (ma 100 proc. udziałów ubezpieczyciela), które nie potwierdza na razie tych informacji. Jedno postępowanie dotyczy ubezpieczyciela życiowego - najprawdopodobniej Inter Życie. Informacje o chęci sprzedaży akcji tego ubezpieczyciela pojawiły się już w kwietniu br.
Kradzione będzie można znaleźć w internecie
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji pracuje obecnie nad projektem zmian w prawie, które pozwolą osobom kupującym używane samochody sprawdzić pochodzenie auta poprzez strony internetowe Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców (CEPiK) – informuje „Dziennik.WSJ Polska”(Nr z 07.10.2008 r.). Aby sprawdzić dane samochodu w internetowej bazie CEPiK, kupujący auto będzie musiał znać podstawowe informacje na jego temat, a więc numer VIN i dowodu rejestracyjnego oraz miejsce i datę rejestracji samochodu. Po ich wprowadzeniu do systemu w krótkim czasie otrzymywałby informację, czy auto nie było kradzione, a dokumenty nie zostały sfałszowane. Zdaniem ekspertów, takie rozwiązanie znacznie utrudni życie złodziejom samochodów.
Obecnie sprawdzenie samochodu możliwe jest jedynie za pośrednictwem policji, która ma dostęp do bazy CEPiK. Niewiele osób decyduje się jednak na takie rozwiązanie, bo jest ono czasochłonne i wymaga, by kupujący i sprzedający wraz z samochodem stawili się na komendzie – twierdzi gazeta.