Wyszukiwarka:
Wyszukiwarka:
Zmiany w działalności funduszy emerytalnych zaproponowane przez ministerstwo pracy zakładają m.in. obniżenie z 7,3 do 3 proc. składki, która trafia do funduszy emerytalnych, wypłatę jednorazową pieniędzy zgromadzonych w II filarze, jeśli kapitał zgromadzony w I filarze jest wystarczający do wypłaty dwukrotności minimalnej emerytury. A także możliwość przeniesienia się z OFE do ZUS na kilka lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego - informuje "Rzeczpospolita"(Nr z 28.05.2010 r.). . Minister pracy Jolanta Fedak zapowiedziała także - dodaje dziennik- dodanie zapisów dotyczących likwidacji obowiązku uczestnictwa w II filarze, czy zwiększenie limitów inwestycyjnych, obowiązujących fundusze w inne instrumenty niż dłużne papiery wartościowe. Według "Rzeczpospolitej", największym sojusznikiem pomysłów resortu pracy jest resort finansów, któremu zależy zwłaszcza na obniżeniu składki do OFE. Według wyliczeń ministerstwa, dług publiczny wynikający z przekazywanie składek do OFE wyniesie 30 bln zł w 2060 r. Dla porównania w 2009 r. było to ponad 261 mld zł. Obniżenie składki, która trafia do OFE spowoduje, że pierwsza wartość spadnie do ok. 20 bln zł, i zamiast prawie 200 proc. PKB będzie to 132,5 proc. Tymczasem według dr Agnieszki Chłoń-Domińczak z SGH, byłej wiceminister pracy, te wyliczenia nie mają sensu, albowiem pokazują tylko efekt obniżenia składki. W jej opinii należałoby zaś pokazać bilans całego systemu emerytalnego, w tym zobowiązań ukrytych. "Wyliczenia nie pokazują choćby zwiększenia w przyszłości wydatków Funduszu Ubezpieczeń Emerytalnych związanych z wypłatą emerytur, gdyby składka do OFE została zmniejszona" - pisze gazeta.
Niższa składka do OFE to głodowe emerytury
Obniżenie składek do OFE spowoduje, że nasze emerytury za kilka lat będą głodowe - ostrzega "Gazeta Wyborcza" (Nr z 29.05.2010 r.). Według gazety, która dotarła do raportu Deloitte, obniżenie wysokości składki do Otwartych Funduszy Emerytalnych z 7,3 do 3 proc. naszych pensji, może poskutkować nawet trzykrotnym obniżeniem, otrzymywanych w przyszłości, świadczeń. Natomiast beneficjentem przesunięcia środków stałby się ZUS. Z raportu Deloitte wynika bowiem, że nasze emerytury za kilka lat będą głodowe i bez pomocy państwa z nich nie wyżyjemy. Prof. Krzysztof Rybiński z warszawskiej SGH powiedział "Wyborczej": " to jeden z najbardziej chorych pomysłów jaki w Polsce może się przytrafić. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, co to znaczy stopa zastąpienia na poziomie 20 proc. Dzisiaj wynosi ponad 50 proc.(...) Pomysł pokazuje krótkowzroczność polityków. W ten sposób będzie można zmniejszyć deficyt ZUS, ale tylko w najbliższym czasie. Nie można żyć kosztem przyszłych pokoleń, a widać, że politycy nic sobie z tego nie robią. W każdym razie muszą wziąć odpowiedzialność za głodowe emerytury, które czekają Polaków za 30-40 lat". Z kolei Ryszard Petru, główny ekonomista BRE Banku uważa, że "nie należy zmieniać obecnego systemu, bo dzięki podziałowi składek jest on odporny na niekorzystne zmiany demograficzne i rynkowe. (...) Za 5-10 lat sytuacja budżetu może się pogorszyć. Skutkiem może być sytuacja, w której państwo nie będzie w stanie wypłacić emerytur w obiecanej wysokości. A wtedy emerytury musiałyby być wręcz obniżone, lub też niezbędne byłoby skokowe wydłużenie wieku emerytalnego".