Rzecznik Ubezpieczonych

Wyszukiwarka:

Wczytuję
Rzecznik Ubezpieczonych > Art. 436 k.c. - posiadacz pojazdu > Postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 7 lipca 1966 r. Rw 505/66, OSNKW 1966/9-10/110

Postanowienie Sądu Najwyższego z dnia 7 lipca 1966 r. Rw 505/66, OSNKW 1966/9-10/110

Tylko takie nieprawidłowości jednego uczestnika ruchu drogowego zwalniają drugiego uczestnika od winy w razie spowodowania wypadku, które mimo przestrzegania przezeń zasad ruchu stanowią dla niego obiektywne zaskoczenie o tyle, że mimo dołożenia wszelkiej staranności nie mógł ich i nie powinien był spostrzec lub przewidzieć.


Sąd Najwyższy rozpoznał na posiedzeniu niejawnym, na skutek skargi rewizyjnej obrońcy od wyroku Sądu Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy z dnia 30 maja 1966 r., sprawę Tadeusza M., skazanego z   art. 235 § 2 k.k. na karę 1 roku i 6 miesięcy więzienia z warunkowym zawieszeniem jej wykonania na okres 3 lat za to, że w dniu 22 grudnia 1965 r. około godz. 19 w N., prowadząc - wbrew przepisom art. 18 ust. 2 i art. 19 ust. 1 ustawy z dnia 27.XI.1961 r. (Dz. U. Nr 53, poz. 295) w stanie wskazującym na użycie alkoholu - bez zachowania należytej ostrożności i z nadmierną szybkością nie oświetloną ulicą B. samochód marki "M-20 Warszawa-Furgon", należący do jedn. wojsk. w N., nieumyślnie najechał nim na stojący po prawej stronie jezdni tej ulicy nie oświetlony samobieżny dźwig typu P-38, na skutek czego jadący samochodem jako pasażerowie Henryk Józef N. doznał stłuczenia mózgu z następowym wytworzeniem się krwiaka podoponowego lewostronnego, wystąpieniem śpiączki mózgowej oraz lewostronnym niedowładem połowicznym, co spowodowało jego trwałe kalectwo, natomiast Zdzisław G. doznał obrażeń ciała, pojazd zaś został częściowo uszkodzony, przy czym straty w związku z jego uszkodzeniem wynoszą około 1.500 zł.  
  Obrońca zaskarżył wyrok z przyczyn podanych w art. 275 lit. c) k.w.p.k. i wywodzi, że dźwig, na który najechał oskarżony, stanowił w pewnym sensie "pułapkę" dla innych użytkowników drogi, dlatego też brak winy dopuszczenia się przez oskarżonego przypisanego mu czynu. Oskarżony dopełnił wszelkich zasad ostrożności przy jeździe prowadzonym przez siebie samochodem. Postawiony wbrew przepisom nieoświetlony i nie posiadający szkieł odblaskowych dźwig stanowił przeszkodę, której oskarżony nie mógł się spodziewać i której dlatego nie mógł spostrzec.  
  Obrońca wnosi więc o uchylenie wyroku i "uniewinnienie" oskarżonego.  
  Sąd Najwyższy postanowił skargę rewizyjną obrońcy pozostawić bez uwzględnienia, a wyrok Sądu Pomorskiego Okręgu Wojskowego z dnia 30 maja 1966 r. w sprawie Tadeusza M. utrzymać w mocy.  

  Sąd Najwyższy wyraził następujący pogląd:  
  Skarga rewizyjna obrońcy sugeruje, że oskarżony dopełnił wszelkich warunków uważnej i bezpiecznej jazdy, wypadek zaś nastąpił na skutek pojawienia się przeszkody, której nie mógł przewidzieć ani jej w porę spostrzec. Przeszkodą tą był dźwig samobieżny, stojący przy prawej krawędzi jezdni, po której jechał samochód prowadzony przez oskarżonego. Dźwig ten nie był oświetlony ani nie posiadał świateł odblaskowych. Ponadto na skutek awarii świateł nie paliła się także lampa uliczna, pod którą dźwig ten stał.  
  Abstrahując od zaniedbań kierowcy dźwigu, należy zastanowić się nad problemem, czy obecność dźwigu na jezdni musiała stanowić zaskoczenie dla oskarżonego jako kierowcy, gdyż tylko w tym wypadku można by mówić o braku winy po jego stronie co do spowodowania wypadku samochodowego.  
  Na podstawie wyników przeprowadzonego eksperymentu, zeznań świadków oraz opinii biegłych należy dojść do przekonania, że oskarżony nie powinien był być zaskoczony pojawieniem się stojącego na jezdni dźwigu. Jakkolwiek dźwig ten nie był ani oświetlony, ani nie posiadał świateł odblaskowych, to jednak ze względu na swe duże wymiary był on nawet wtedy, gdy nie paliły się lampy uliczne, widoczny ze znacznej odległości.  
  I tak świadek P. zeznał, że stojący wówczas nie oświetlony "dźwig można było widzieć z odległości 50 m". Świadek Ł mówi, że "z 30 m można było zauważyć kontury dźwigu". Podczas zaś eksperymentu śledczego ustalono, że kontury odpowiednio dobranego zamiast dźwigu samochodu można było zauważyć już z odległości 58 m. Biorąc nawet pod uwagę, że eksperyment został dokonany w nieco lepszych warunkach (cienka warstwa śniegu, nieco ułatwiająca spostrzeganie), należy mimo to przyjąć, że na kilkadziesiąt metrów można było, obserwując ulicę, spostrzec zarysy dźwigu. Charakterystyczne są tutaj także zeznania świadka K., funkcjonariusza MO, który dwukrotnie mijał nie oświetlony dźwig, prowadząc samochód milicyjny. W pierwszym wypadku widział dźwig z odległości ok. 80-100 m, a w drugim nawet ze znacznie dalszej odległości.  
  Eksperyment wykazał też, że w świetle reflektorów samochodu, prowadzonego przez oskarżonego dźwig (już nie kontury) był w pełni widoczny z odległości 25 m. Należy zaś zaznaczyć jeszcze, że samochód kierowany przez oskarżonego miał źle ustawione światła mijania, gdyż długość oświetlenia jezdni snopem światła przed samochodem wynosiła około 20 m. Tymczasem § 174 ust. 5 pkt 2 kodeksu drogowego stanowi, że "światła mijania powinny dostatecznie oświetlać drogę na odległość co najmniej 30 m przed pojazdem".  
  W tych okolicznościach należy stwierdzić, że gdyby oskarżony prowadził samochód nawet bez świateł, to miał możność zauważenia konturów jakiejś wielkiej przeszkody z odległości kilkudziesięciu metrów, gdyby zaś miał należycie ustawione światła mijania (krótkie), to w pełni mógł zauważyć dźwig z odległości co najmniej 30 m. Należy zatem dojść do przekonania, że obecność dźwigu na jezdni nie powinna była stanowić zaskoczenia dla oskarżonego.  
  Skoro oskarżony spostrzegł dźwig dopiero z odległości 8-10 m (jak sam wyjaśnił) albo 13 m (jak podał podczas eksperymentu), to z powyższego wynika, że nie obserwował on należycie jezdni przed sobą i mimo że miał możność znacznie wcześniejszego spostrzeżenia przeszkody, zobaczył ją dopiero wtedy, gdy już mimo hamowania nie mógł zatrzymać przed nią samochodu.  
  Drugą okolicznością wskazującą na winę oskarżonego za spowodowanie wypadku jest niedostosowanie szybkości jazdy do widoczności. Jak już wyżej podano, światła samochodu oskarżonego oświetlały drogę tylko na odległość 20 m. Tymczasem, jak oskarżony sam podaje, prowadził on wóz z szybkością ok. 40 km/godz. Przy tej zaś szybkości całkowita droga potrzebna na zatrzymanie wynosi - przy najlepszej uwadze - ok. 21- 22 m. Powyższe okoliczności wskazują na to, że oskarżony nie prowadził samochodu z bezpieczną w danych warunkach szybkością, gdyż nie dostosował jej do pola widzenia.  
  Skoro oskarżony, doświadczony kierowca, posiadający prawo prowadzenia pojazdów mechanicznych I kategorii, spostrzegł dźwig dopiero z bliskiej odległości, to okoliczność powyższa świadczy o nieobserwowaniu należytym jezdni, co było wynikiem albo jego lekceważenia sobie tego nakazu albo też wynikało, jak to słusznie podaje biegły-lekarz mjr J. (i co przyjmuje też Sąd I instancji), z przemęczenia oskarżonego (do czego sam się przyznał) oraz z faktu wypicia przezeń pewnej, nawet nieznacznej ilości alkoholu. W obu jednak wypadkach wina oskarżonego jest ewidentna.  
  W tych okolicznościach powoływanie się obrońcy na zasadę ograniczonego zaufania, polegającą na tym, że wszyscy użytkownicy drogi będą się stosowali do przepisów, jest całkowicie chybione, skoro oskarżony nie obserwował należycie jezdni i nie dostosował szybkości samochodu do pola widzenia.  
  Tylko bowiem takie nieprawidłowości jednego uczestnika ruchu drogowego, które dla drugiego uczestnika, mimo przestrzegania przezeń zasad ruchu, stanowią obiektywnie dla niego zaskoczenie o tyle, że mimo dołożenia wszelkiej staranności nie mógł ich i nie powinien był spostrzec lub przewidzieć - zwalniają tego drugiego uczestnika od winy w razie spowodowania wypadku. Dlatego też brak świateł odblaskowych w dźwigu nie może ekskulpować oskarżonego, skoro pojawienie się tej przeszkody nie powinno było stanowić zaskoczenia dla oskarżonego.  
  Dalsze argumenty obrońcy, zwłaszcza dotyczące rzekomych różnic między opiniami biegłych do spraw samochodowych, nie zasługują na większą uwagę, skoro Sąd oparł się na ich uzgodnionej opinii złożonej na rozprawie.  
  Jeśli zaś chodzi o wymiar kary, to Sąd I instancji w dostatecznej mierze uwzględnił wszystkie okoliczności łagodzące - między innymi winę kierowcy dźwigu i kierownictwa przedsiębiorstwa, do którego dźwig należał, co w pewnej mierze mogło przyczynić się do wypadku drogowego - i w rezultacie wymierzył karę, której nie można uznać za niewspółmiernie surową, tym bardziej że wykonanie jej zostało warunkowo zawieszone.

Informacje prasowe z rynku

23.05.2012 - Ubezpieczenia majątkowe

Odszkodowanie za nieprzestrzeganie uprawnień chorych w aptece

czytaj więcej



23.05.2012 - Ubezpieczenia na życie

Open Life TU Życie SA - błyskotliwy start-up

czytaj więcej



23.05.2012 - Zabezpieczenie emerytalne

Dane do uzyskania emerytury e-mailem do państw członkowskich UE

czytaj więcej