Wyszukiwarka:
Wyszukiwarka:
Nie sprawdziły się w kończącym się już roku żadne krańcowe przewidywania; nie nastąpiły wielkie załamania, w postaci chociażby nowych upadłości zakładów ubezpieczeń, nie było też jednak spektakularnych sukcesów, które przyniosłyby zdecydowaną poprawę czy to sytuacji firm czy ich klientów. Czy to dobrze czy źle ? Wydaje się, że normalnie, oczywiście nie w odniesieniu do, może nawet nie idealnego, ale możliwego do osiągnięcia w naszych warunkach poziomu rynku lecz - do rozmaitych uwarunkowań tak ogólnogospodarczych jak i tych, które występują w ubezpieczeniach. Rok temu w PUSiG (nr 1/00) przedstawiłem krótki rejestr najistotniejszych, moim zdaniem, warunków determinujących rozwó j rynku ubezpieczeniowego. Otóż żaden z nich nie został do końca spełniony, co nie oznacza by nie występowały tu żadne pozytywne zmiany i nie podejmowano żadnych działań; w niektórych płaszczyznach były one nawet dość intensywne, chociaż nie przyniosły jes z cze - bo i przynieść nie mogły - w pełni zadowalających efektów.
Przejdźmy do konkretów, przedstawiając najistotniejsze pozytywne i negatywne zjawiska, jakie wystąpiły na naszym rynku w minionym roku.
Do pozytywów zaliczyć niewątpliwie należy wniesienie do sejmu projektów trzech ustaw, regulujących w sposób pełniejszy i nowocześniejszy polskie prawo ubezpieczeniowe, jak również w miarę szybki, biorąc pod uwagę trudny i skomplikowany charakter problematyki, tok prac legislacyjnych.
Z drugiej strony perspekty wa końca kadencji sejmu może niepokoić; chciałbym aby rację mieli optymiści, wierzący iż uda się ustawy te uchwalić, wiele jednak wskazuje, że tak się nie stanie. Przede wszystkim jest kilka kwestii jak np. kształt nadzoru czy ochrona danych osobowych, wc i ąż jeszcze - mimo daleko idących, kompromisowych ustaleń - definitywnie nie rozstrzygniętych. Wiadomo również, że w ostatnim roku kadencji funkcjonowanie parlamentu posiada pewną specyfikę; z jednej strony rośnie ilość ustaw, które należałoby uchwalić, z d rugiej zbliżająca się perspektywa nowych wyborów ogranicza intensywność prac. Dobrze byłoby uchwalić te ustawy, których kształt szeroko konsultowany i uzgadniany, wydaje się być coraz lepszy, lecz nie za cenę takiego przyśpieszenia, z którym wiązałoby się przyjęcie jakichkolwiek prowizorycznych i nie do końca wypracowanych rozwiązań. Efektem byłyby kolejne "szybkie" nowelizacje czyli powrót do sytuacji z ostatnich lat. Nota bene obowiązująca ustawa stanowi w obecnym kształcie niezłą podstawę funkcjonowania rynku; nie warto więc zastępować jej żadnymi rozwiązaniami chociażby w części prowizorycznymi.
Niektórzy obserwatorzy rynku uznali za pozytywny objaw także i to, że w 2000 roku, mimo różnych zagrożeń żaden z zakładów ubezpieczeń nie utracił prawa wykonywania działalności a także że nie wszczęto żadnego postępowania upadłościowego. Można się z taką oceną zgodzić, zwłaszcza w świetle wydarzeń roku 1999 oraz wobec poważnych trudności z jakimi już od pewnego czasu borykało się kilka innych firm. Wydaje się, że największe zagrożenia minęły a schyłek roku przyniósł nawet pewną poprawę sytuacji, co daje nadzieję, że tendencje stabilizacyjne ulegną wzmocnieniu. Nie jest to jednak mimo wszystko sytuacja, która może w pełni zadowalać. Zrealizowano zaledwie program mi n imum, natomiast istotna poprawa jest jeszcze przed nami i zależy od wielu czynników a przede wszystkim od napływu do sektora ubezpieczeń znaczniejszych środków finansowych. W kilku przypadkach jest to wręcz warunek sine qua non spokojnego bytu firm a zwła s zcza ich klientów oraz perspektyw dalszej działalności. Tymczasem, mimo pewnych wyjątków, kapitał zarówno obcy jak i polski nadal nie garnie się w istotniejszych rozmiarach do ubezpieczeń, a właściciele wciąż oczekują - na przekór znanym od dawna realiom funkcjonowania tego sektora gospodarki - szybkich i łatwych zysków.
Sądom tym przeczyć pozornie może stały wzrost liczby zakładów funkcjonujących na polskim rynku, Jednak tylko pozornie - gdyż jest to wzrost w istocie umiarkowany, a co ważniejsze - zaangażowanie nowych firm bywa z reguły niewielkie; świadczy o tym nikły zbiór składki i ograniczony zakres działania. Wszystkie te czynniki powodują, że konkurencyjność rynku rośnie bardzo powoli; niewiele jest naprawdę nowych produktów, a oferowane klientom wa r unki, zwłaszcza w zakresie wysokości składek są dość podobne i co tu dużo mówić - mało atrakcyjne dla potencjalnych nabywców.
Wszystko to - w połączeniu z relatywnie niskimi dochodami większości społeczeństwa - przynosi również stabilizację wysokości zbioru składki, rosnącego niemal wyłącznie w stopniu odpowiadającym wysokości inflacji.
W roku 2000 nadal nie nastąpiły jakieś istotniejsze zmiany w ocenie rynku ubezpieczeń przez klientów, aktualnych i potencjalnych. Z obserwacji Urzędu Rzecznika Ubezpieczonych wynika jednak, że wzrasta, chociaż bardzo powoli stopień świadomości ubezpieczeniowej konsumentów.
Widać to chociażby w zwiększonej liczbie skarg a także w ich treści, jak również w rosnącej ilości zapytań kierowanych w różnej formie do Biura Rzecznika Ubezpieczonych. Wynika z nich, że polscy konsumenci są coraz bardziej świadomi swoich praw a także bardziej krytyczni wobec poziomu oferowanych im usług. Nie skutkuje już optymistyczna, kolorowa reklama, zwłaszcza gdy nie jest poparta rzetelnością obsługi, czy to już na etapie zawierania umów (agenci...) czy likwidacji szkód.
Rozczarowanie i złe doświadczenie wynikające z kontaktów z daną firmą powoduje przy tym często wzrost nieufności do ubezpieczeń jako formy zarządzania ryzykiem. Stąd też wciąż niewielki procent ubezpieczonych, zwłaszcza na wsiach i w mniejszych aglomeracjach miejskich.
Konieczna jest więc poprawa jakości usług, tworzenie atrakcyjnych produktów a także nowych form dotarcia do potencjalnych klientów. Przyniesie to obopólne korzyści, bowiem ubezpieczenia w dobrym wydaniu to nadal - mimo pojawiania się nowych sposobów zarządzania ryzykiem - optymalny środek zabezpieczenia interesów indywidualnych, czego dowodzi najlepiej rozwój tej dziedziny w państwach o najwyższym poziomie gospodarczym.
Rok 2000 przyniósł również pewien postęp w tworzeniu prawa przychylnego konsumentom - także i poza Polską, co w perspektywie wejścia do Unii ma spore znaczenie. W maju przyjęto IV dyrektywę (tzw. komunikacyjną czy też samochodową). Zawarte w niej regulacje m a ją charakter wybitnie prokonsumencki i powinny przynieść znaczny postęp w tej - także w innych krajach europejskich - najbardziej popularnej dziedzinie ubezpieczeń. Warto nadmienić, że postanowienia dyrektywy wpłynęły również na kształt projektów ustaw zn a jdujących się w sejmie a zwłaszcza ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych. Dobrze byłoby aby swe odzwierciedlenie znalazły również regulacje od dawna przygotowywanej dyrektywy o ochronie danych osobowych w ubezpieczeniach.
Ograniczone ramy nie pozwalają na poruszanie innych problemów, jak chociażby bulwersujących wydarzeń wokół PZU. Także i tu występuje podobny do spraw wyżej wymienionych splot wydarzeń i ocen pozytywnych i negatywnych. Stąd ogólny pogląd - wyrażony w tytule - zyskałby kolejne potwierdzeni e.
Czego możemy zatem oczekiwać w pierwszym roku nowego tysiąclecia ?
Tak jak w każdej sytuacji równowagi między zjawiskami pozytywnymi i negatywnymi, zmiany w którąkolwiek stronę muszą prędzej czy później nastąpić. Wszystko więc zależy od tego, które czynniki wezmą górę i czy pozytywne zjawiska, obserwowane w 2000 roku znajdą swą kontynuację. Osobiście jestem umiarkowanym optymistą, głównie ze względu na wspomniany już wzrost świadomości konsumentów, a także coraz powszechniejsze dostrzeganie przez ubezpie c zeniowców zależności między poziomem usług a perspektywami rozwoju firm.